Przeniesienie

Informacja o stanie

Witajcie,

postanowiłam przenieść tego bloga na: 
http://swiat-lyll.blogspot.com

Dlaczego? Bo tamta witryna bardziej odpowiada mi na prowadzenie bloga o takiej tematyce. Żałuję, że nie zrobiłam tego od razu, no ale… Notki będą przeniesione i poprawione, a później dodawane już nowe. Tego bloga nie usuwam, zostawię go. Być może znów zacznę pisać opowiadania, nie wiem. Na razie go „zawieszam” i pomyślę co z nim zrobić.

Przepraszam za kłopot i zapraszam na nowego bloga :)

Lyll

Moje kremy do rąk

Witam,

dziś coś o moich kremach do rąk :) Nie mam jakiś super szorstkich czy suchych dłoni, jednak pracując w secondhandzie i przekładaniu dziesiątki razy wieszaków moje dłonie stają się bardziej suche toteż krem do rąk towarzyszy mi przez cały dzień. Nie kupuję drogich kremów, te z niższej półki cenowej w zupełności mi wystarczają. W tym momencie mam ich 5, z czego jeden jest kupiony na zapas, ale o tym za chwilę.

Exclusive Cosmetics, krem do rąk i paznokci

Zawiera olej rycynowy, witaminę E oraz keratynę. Według producenta polecany jest do pielęgnacji skóry dłoni delikatnych, zniszczonych i wymagających intensywnej pielęgnacji. Tak jak pisze producent dobrze się rozprowadza i szybko wchłania (chyba, że wyciśniemy zbyt wiele kremu). Ma rzadką, niezbyt tłustą konsystencję i białawy kolor. W dodatku przyjemnie pachnie, choć ciężko stwierdzić czym dokładnie. Mnie się wydaje, że górską wodą źródlaną z dodatkiem czegoś czego nie umiem nazwać ;) Lubię ten krem właśnie za przyjemny zapach i szybkie schnięcie.

Podobno ma zapobiegać łamliwości paznokci. Ja tego u siebie nie zauważyłam (dopiero po stosowaniu odżywek do paznokci).

Skończyłam opakowanie niedawno. Nie jest hitem, ale za taką cenę nie jest taki zły, choć do bardziej suchych dłoni na pewno będzie za słaby.

Łatwo dostępny. Swoją tubkę zakupiłam w Rossmannie.

Cena: około 5-6zł

Ecolab, Silonda lipid

Jest to emulsja o działaniu pielęgnującym i regenerującym skórę dłoni. Jak to bywa z emulsjami ma dość gęstą konsystencję i biały kolor. Po rozprowadzeniu nie od razu wchłania się w skórę, zostawiając białawą poświatę. Trzeba chwilkę odczekać zanim dobrze nasiąknie. Dłonie się po niej lekko świecą. czasami stosują ją na skórę na łokciach. Nie przepadam za jej zapachem, jest co najmniej dziwny i niezbyt przyjemny, choć z czasem można przywyknąć.

Nie kupowałam jej, tylko dostałam od bratowej. Na ogół używam jej, kiedy siedzę przed komputerem i coś oglądam. W sumie to dobrze nawilża, a zimą nawet nawet regeneruje zbyt suchą skórę dłoni (w zależności jakie kto ma dłonie).

Cena: w Internecie widziałam do 18 zł

Cztery pory roku, Krem do rąk glicerynowy, nawilża i odżywia, grapefruitowy

Zakupiony w Rossmannie, aby mieć co włożyć do torebki (teraz leży w szufladzie lub na szafce). Uwielbiam jego owocowy boski zapach!

Według producenta nadaje się do każdego rodzaju skóry dłoni, szybko się wchłania (z czym się zgodzę), ma nawilżać, odżywiać, zmiękczać oraz wygładzać naskórek.

Nie ma po nim spektakularnych efektów, ale mimo to bardzo go lubię i na pewno zakupię następne opakowanie (jeśli nadal będzie dostępny).

Łatwo dostępny, o pięknym zapachu, niedrogi, szybko się wchłania.

Cena: 5-7zł

BeBeauty, green nature, odżywczy krem do rąk, skóra sucha i zniszczona

Skusiłam się na niego z powodu śmiesznie niskiej ceny (1,99). Stał wtedy przy kasach i czekając na swoją kolej zaczęłam przeglądać co tam mieli i tak trafiłam na krem do rąk i jestem pozytywnie zaskoczona.

Po pierwsze jest to krem z kodeksem eko jakości, posiada naturalne składniki roślinne jak: masło Shea, olej palmowy, eko wyciąg torfowy. Nie posiada sztucznych barwników i ma hypoalergiczną formułę (tutaj ciężko mi się wypowiedzieć, gdyż raczej do alergików na kosmetyki nie należę).

Półprzezroczyste opakowanie wielkości kobiecej dłoni idealnie nadaje się do torebki. ma ładny wygląd i opakowanie. Widzimy również ile kremu zużywamy, a muszę powiedzieć, że jest wydajny (jak na tak nieduże opakowanie). rzeczywiście jest dobry dla suchych dłoni – w mojej obecnej pracy nadaje się idealnie :) Zapach też jest na plus – lekki i przyjemny.

Po wypróbowaniu zakupiłam drugie opakowanie (na zapas), ponieważ wtedy była na niego promocja (stąd 1,99). Jak na tak tani krem do rąk u mnie sprawuje się super.

A wy jakich kremy używacie? Macie jeden czy kilka?

Tahiti – nawilżający żel pod prysznic

Witam! :)

Dziś recenzja nawilżającego żelu pod prysznic Tahiti z dziką orchideą. Produkt dostałam od belgijskich krewnych wraz ze słodyczami i kilkoma innymi drobiazgami (nawiasem mówiąc belgijska czekolada jest fantastycznie przesmaczna xD). W Internecie wyczytałam, że produkty Tahiti (od Palmolive) są dostępne jedynie na rynku francuskim i holenderskim, u nas się ich nie kupi.

Opakowanie

Choć nie jest duże, to wydajne. Zawiera 300ml i bardzo dobrze leży w dłoni, nie zdarzyło mi się żeby mi wyleciało podczas kąpieli. Jest podobno 10 wersji zapachowych, mój z dzika orchideą ma ciemno fioletowy kolor. Po bokach ma wypustki na wyciskanie ;) żelu z opakowania. Jeśli chodzi o samo dozowanie, to jest ono nietypowe – w Polsce jeszcze nie widziałam czegoś takiego. W pierwszym momencie nie wiedziałam jak to otworzyć xD Otóż musimy odciągnąć palcem klapkę u góry, a z niej poleje się żel – mnie skojarzyło się to z trąbą ;)

Zapach

Jak dla mnie zapach jest boski, szkoda tylko, że tak krótko utrzymuje się na skórze :( Podczas mycia miałam wrażenie, że przenosiłam się do jakiegoś bajecznego dzikiego ogrodu (ach ta moja wyobraźnia ;P).

Miałam jeszcze jeden (z wanilią), ale tamten jakoś nie przypadł mi do gustu – był zbyt mdły.

Konsystencja i wydajność

Konsystencja kremowo-żelowa. Szybko się pieni. I jest mega wydajny. Używałam go dłuższy czas (z przerwami) i wykorzystałam całość dopiero niedawno. Starczył mi naprawdę na długo.

Działanie

Jest to nawilżający żel do mycia i rzeczywiście nawilża, choć bez rewelacji. Zależy też od tego jaką mamy skórę. Po umyciu wystarczy jakiś lekki nawilżający balsam lub krem i skóra będzie zadowolona.

Dostępność

Niestety, jak napisałam wyżej, w Polsce go nie kupimy, a szkoda. Za granicą kosztuje około 2,50Euro. Ciężko powiedzieć ile kosztowałby u nas.

Czy polecam?

Jeśli będziecie mieć okazje go wypróbować, to pewnie. Nie wiem jak inne z zapachów,ale dzika orchidea mnie urzekła :)


Moja kolorówka – kredki & eyelinery

Witam ^^

Od dziś będę wam prezentowała serię pt.: „Moja kolorówka”. W następnych notkach pojawią się inne kosmetyki, które posiadam w swoich skromnych zbiorach ;). Dziś moje kredki do oczu oraz eyelinery.

Nie jest tego dużo, ale na chwilę obecną mi wystarcza :)

Kredki do oczu & eyelinery

 1 – Essence – eyeliner gel – kolor czarny – obecnie jest to mój ulubieniec, jak na taką cenę (ja dałam za niego około 10zł, było to około 1 roku temu) jest trwały i dobrze się trzyma, o wiele lepiej nakłada się go niż kredkę, zwłaszcza na cienie. Kupiłam w drogerii Natura, choć widziałam ją także w Rossmanie.

2 – My secret – glam specialist eyeliner – kolor czarny – kupiłam go jeszcze przed Essencem i szczerze mówiąc jestem z niego średnio zadowolona (zostało mi odrobinę). Nie był drogi a szukałam wtedy alternatywy dla kredki. Zostawię sobie pędzelek, choć chyba będę go używała bardziej do paznokci. Kupiłam ją w drogerii Natura.

3 – Wibo – eye/lip liner extra waterproof – nr 02 (czarna) – to co mi się w niej podoba to niska cena i temperówka :) W sumie nie jest zła, ale kiedy się skończy poszukam czegoś innego. Mogłaby mieć mocniejszy pigment. Kupiłam w Rossmanie.

4 – Avon – glimmerstick diamonds eye liner – kolor: twilight sparkle – kupiłam ją za około 10zł. Bardzo ją lubię za kolor i trwałość, maleńkie drobinki są świetne. Dobrze wygląda przy wyjściowym makijażu, ale i na dzień, np. bez cienia (lub z cieniami typu nude). Nie trzeba jej temperować, ponieważ to wysuwana kredka. Ma także dobre opakowanie. Kiedy mi się skończy na pewno kupię jeszcze jedną :)

5 – Wibo – automatic liner – konturówka do oczu – nr 7. Tania, dostępna w Rossmanie. Ma jasny niebieski odcień, średnio trwała, choć to zależy od tego jak ją nałożymy.

6 – Sensique – trendy colour – nr 113, kolor szary – kredka do makijażu z wit. E i filtrem UV. Miękka, delikatna i trwała. Powiedzmy, że z tą trwałością to zależy – od tego jakie mamy np. powieki i jak ją nałożymy. Dostępna w drogeriach Natura za kilka złotych.

7 – Sensique – trendy colour – kolor biały – kredka do makijażu z wit. E i filtrem UV. Dostępna w drogeriach Natura. Używam jej do strefy wodnej lub kącików oczu.

8 – Sensique – candy colour – kolor taki łososiowy – kredka do makijażu z wit. E i filtrem UV. Miękka, perłowa i trwała – miękka jest bardzo, perłowa a i owszem, ale z trwałością to u niej raczej cienko (przynajmniej na moich oczach). Ma słodki kolor, nadaje się na strefę wodną, ale i jako zastępstwo dla cienia. Już jej nie widziałam, przynajmniej u siebie w drogerii.

9 – Editt – cosmetic pencil  - nr 10, brązowa – kupiłam ją bodajże za 2zł (a może za 1zł?) w sklepach typu „Wszystko po 2zł – etc.”. Używam jej czasem do brwi ale i do makijażu oka (nie podrażnia mnie, ale akurat nie jestem alergikiem jeśli chodzi o kosmetyki – jeszcze żaden mnie nie podrażnił, nawet ten z bazarku).

Testowanie z Philips

Witajcie ponownie :)

Dziś chciałabym podzielić się z wami nowinką. Otóż jakiś czas temu (bodajże było to w czerwcu, a raczej na pewno^^)  zgłosiłam chęć udziału do testowania suszarki Philips (było to albo z maila na Interii albo na polowanienapromocje.pl).

Mail na Interii jest moim pierwszym jaki założyłam i na ogól porozumiewam się nim z  przyjaciółmi, szukam ogłoszeń o pracę itp. Ten na Onecie jest dla bloga :)

Jakież było moje zaskoczenie, kiedy w poprzednim tygodniu dostałam maila z wiadomością, iż w następnym tygodniu otrzymam suszarkę do testowania! :D Wczoraj przyszła paczka, a dziś użyłam jej po raz pierwszy :)

Posiada funkcję jonizacji oraz termoochrony, a w razie przegrzania automatycznie się wyłączy. Ustawiłam ją sobie na wszystkie najbezpieczniejsze opcje :) Suszarka wg. producenta ma zapewnić lepszą ochronę włosów, aby były ładniejsze i zdrowsze – o czym marzy każda kobieta!.

Po pierwszym użyciu mogę powiedzieć, że moje włosy po suszeniu suszarkami nigdy nie były delikatniejsze – aż chciało się ich dotykać – a myłam je tak samo jak zawsze, znaczy od kilku miesięcy ;) czyli od bardziej świadomej pielęgnacji. Po testowaniu będę wypełniać ankietę.

Zobaczymy jak będzie się sprawować przy dłuższym stosowaniu – mam nadzieję, że okaże się naprawdę lepsza dla moich poszkodowanych włosów i dzięki niej oraz wciąż ulepszanej pielęgnacji staną się takie o jakich marzę :)

Po miesiącu, przy kolejnej aktualizacji (choć pewnie zrobię oddzielny wpis) napiszę jak wpłynęła na moje włosy.

Całuski!

Aktualizacja włosów (czerwiec 2013)

Witajcie!

Sesja zaliczona pozytywnie xD Jak u was? Wakacje pełną parą? Czy tylko w połowie? – bo druga połowa to praca? Najważniejsze, żeby było ciepło :)

Lekko opóźniona aktualizacja włosów z czerwca :) Aktualizacja z maja [klik]

A teraz obecne zdjęcia:

Są dłuższe. Nie jakoś spektakularnie, ale ja to zauważam, zwłaszcza po grzywce, która jeszcze niedawno była równo z brodą, a teraz o około 1cm jest dłuższa. Muszę znów stosować wcierki, to może zaczną rosnąć jeszcze szybciej :)

Jak widać na zdjęciach te z przodu są znacznie dłuższe, ale na razie żal mi ich obcinać, zwłaszcza, że z tyłu nie są jeszcze tak długie jak bym chciała. A że w sierpniu idę na wesele i będę mieć chyba jakiegoś dobierańca i loczki (bo lubię takie fryzurki) to na razie je zapuszczam. I dbam bardziej, oczywiście! :)

Co udało mi się osiągnąć w tym miesiącu?

Są bardziej miękkie i sprężyste. Nie rozdwajają już się aż tak dramatycznie jak kiedyś, choć odstają na wszystkie strony :/

Olejowałam je częściej – 4 do nawet 5 dni w tygodniu i zauważyłam, że daje to już efekty. Nie od razu, ale stopniowo widzę różnicę.

Wciąż brak im pięknego blasku, ale może kiedyś się uda :)

Jakie kosmetyki do włosów używałam?

Szampony: Barwa żurawinowa (2-3 razy w tyg.), Barwa piwna (chyba ze 2 razy), Facelle, Isana (biało-różowa), kilka razy żele pod prysznic, które akurat były pod ręką

Odżywki d/s: Isana (pomarańczowa), Dove (Intense Repair)

Odżywki b/s: Isana (pomarańczowa), woda+gliceryna (od dwóch tygodni), serum z Biovaxu (A+E) na końce, jedwab CHI, Joanna (Argan Oil – na końce – od dwóch tygodniu) – wszystko na zmianę, aby za bardzo nie przyzwyczajać włosów

Maski: Elseve (Total Repair), Biovax (keratyna+jedwab) (2 razy), domowe

Oleje: oliwa z oliwek, Babydream, Alterra (migdały&papaya), rycynowy – na ogół mieszam

 

Co zamierzam zrobić w lipcu:

- olejować, olejować i jeszcze raz olejować

- wcierka – użyję tej z kozieradki, muszę ją tylko zaparzyć;)

- oduczyć się całkowicie tarcia włosów! (robię postępy, ale czasem się zapomnę – głupi nawyk!)

- częściej nakładać maski – myję włosy rano i to jest problem, bo nie mam aż tylu czasu, żeby je długo trzymać

- częściej stosować płukanki

Ogłoszenie

Witam! Jako, że jestem w trakcie sesji (i dłuższych godzin pracy) chwilowo nie mam czasu na bloga. Miałam już pomysły na nowe notki, ale z powodu awarii mojego komputera, gdzie mam m.in. program do przerzucania zdjęć itp itd nie ma na to szans. A z komputera brata korzystam tylko w celu sprawdzania poczty etc.
Mam nadzieję, że z komputerem nic złego się nie stało – stary już jest, ale…wciąż go lubię no i mam na nim mnóstwo swoich plików, które są tylko na nim T.T
Po zaliczeniu pomyślnie mam nadzieję sesji i naprawie komputera napiszę notkę i zacznę bywać i pisać częściej :)
Pozdrawiam

Termy Uniejów

Hej!

Wczoraj w godzinach wieczornych miałam okazję być w Uniejowie w Termach Uniejów po raz pierwszy :) Starszy brat z żoną w ramach bardzo spóźnionego prezentu urodzinowego (miałam je w lutym) zabrali mnie ze sobą.

Było świetnie, choć słono ;) Baseny są fantastyczne, a i sauny są bardzo przyjemne. Choć swoją drogą dla włosów nie była to zbyt dobra zabawa, ale za to dla ciała było to bardzo dobre. Po mokrych saunach katar zaczął mnie mniej męczyć a i taka chrypka którą mam ciutkę mi zniknęła.
Ktoś był w Uniejowie w termach? Jak wspomina pobyt? A może ktoś jeździ tam często?
Pozdrawiam :]

Jak zrobiłam własną bazę pod cienie…

Witajcie :)

Dziś coś że tak powiem dziwnego ;) Taki mały eksperyment, który zrobiłam nudząc się i porządkując kosmetyczkę. Znalazłam tam kilka końcówek cieni których praktycznie już nie używałam (za słabo się trzymały, nawet z bazą). Po chwili namysłu nad głową zapaliła mi się żarówka xD Pomyślałam, że coś z tym zrobię. No i zrobiłam :D

Ta breja na górze to właśnie jakby powiedzieć baza pod cienie (ale raczej ciemne).

Jak to coś zrobiłam?

Miałam końcówki cieni: fioletowy (tego było najwięcej), jasnozielony, końcówkę czarnego, drugi fioletowy z brokatem oraz małe pudełeczko pięciu cieni z gazetki (żółty, fiolet, pomarańcz, brąz i drugi jaśniejszy fiolet). Rozdrobniłam to wszystko za pomocą igły i przesypałam do pojemniczka. Igłą skruszyłam jeszcze odrobinkę jasnoróżowego i złotego cienia z Sensique i wymieszałam igłą. Następnie dodałam trochę kremu do twarzy (mój był akurat nawilżający) i wymieszałam ponownie. Dodałam ciupkę korektora w płynie i podkładu i znów trochę kremu (wszystko na oko). Po wymieszaniu przelałam to do starego opakowania po pudrze i wyszło mi takie oto coś.

Konsystencję ma bazy pod cienie i nawet dobrze się pędzelkiem rozprowadza. Nie polecam osobom, które są alergikami.

Barwa tego czegoś jest w rzeczywistości bardziej fioletowa niż szara (jak widać na zdjęciu – trochę złe światło).

Używam jej pod ciemniejsze cienie, choć kiedy nałożę na to jasny, po prostu jest on wtedy ciemniejszy. Sporo mi tego wyszło ;)

Ale zabawa była przednia xD