Wiosno, gdzież ty się podziewasz?

– Ja chcę ciepłą wiosnę – Jusia przytupuje nogą i z obrażoną miną spogląda przez okno. Był 21 marca, czyli kalendarzowy dzień wiosny, a za oknem oto proszę państwa padał śnieg. Na dworze było biało, szaro i ponuro. Zmarznięty deszcz, brudne kałuże po śniegu z deszczem. Śnieg nawet nie nadawał się do lepienia bałwanów – był po prostu mokry i nijaki. Dziewczynka z niechętną miną przyklapnęła obok okna. Co z tego, że już słyszała ćwierkające ptaszki, co z tego, że kilka dni temu było już ładnie i zapowiadała się prawdziwa wiosna, kiedy znów zaczął sypać śnieg, a potem śnieg z deszczem. I znów śnieg. I nie było wcale cieplej. A Jusia już tak bardzo chciała wiosnę, a najlepiej to już lato – będzie można pobawić się w piaskownicy, jeść lody, pływać na odsłoniętym basenie i biegać po dworze nie bojąc się, że dostanie się katar albo, że następnego dnia będzie się chorym.
– Wiosno, gdzie ty się podziewasz? Chyba o nas nie zapomniałaś, co? – zapytała cichutko w przestrzeń. – Jak do nas zawitasz to narysuje ci piękny obrazek!
I tak, mała Jusia czekała i czekała, aż zmorzył ją sen a w świetle ulicznych latarni widać było spadający śnieg…
(źródło: własne)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.