Moje kremy do rąk

Witam,

dziś coś o moich kremach do rąk :) Nie mam jakiś super szorstkich czy suchych dłoni, jednak pracując w secondhandzie i przekładaniu dziesiątki razy wieszaków moje dłonie stają się bardziej suche toteż krem do rąk towarzyszy mi przez cały dzień. Nie kupuję drogich kremów, te z niższej półki cenowej w zupełności mi wystarczają. W tym momencie mam ich 5, z czego jeden jest kupiony na zapas, ale o tym za chwilę.

Exclusive Cosmetics, krem do rąk i paznokci

Zawiera olej rycynowy, witaminę E oraz keratynę. Według producenta polecany jest do pielęgnacji skóry dłoni delikatnych, zniszczonych i wymagających intensywnej pielęgnacji. Tak jak pisze producent dobrze się rozprowadza i szybko wchłania (chyba, że wyciśniemy zbyt wiele kremu). Ma rzadką, niezbyt tłustą konsystencję i białawy kolor. W dodatku przyjemnie pachnie, choć ciężko stwierdzić czym dokładnie. Mnie się wydaje, że górską wodą źródlaną z dodatkiem czegoś czego nie umiem nazwać ;) Lubię ten krem właśnie za przyjemny zapach i szybkie schnięcie.

Podobno ma zapobiegać łamliwości paznokci. Ja tego u siebie nie zauważyłam (dopiero po stosowaniu odżywek do paznokci).

Skończyłam opakowanie niedawno. Nie jest hitem, ale za taką cenę nie jest taki zły, choć do bardziej suchych dłoni na pewno będzie za słaby.

Łatwo dostępny. Swoją tubkę zakupiłam w Rossmannie.

Cena: około 5-6zł

Ecolab, Silonda lipid

Jest to emulsja o działaniu pielęgnującym i regenerującym skórę dłoni. Jak to bywa z emulsjami ma dość gęstą konsystencję i biały kolor. Po rozprowadzeniu nie od razu wchłania się w skórę, zostawiając białawą poświatę. Trzeba chwilkę odczekać zanim dobrze nasiąknie. Dłonie się po niej lekko świecą. czasami stosują ją na skórę na łokciach. Nie przepadam za jej zapachem, jest co najmniej dziwny i niezbyt przyjemny, choć z czasem można przywyknąć.

Nie kupowałam jej, tylko dostałam od bratowej. Na ogół używam jej, kiedy siedzę przed komputerem i coś oglądam. W sumie to dobrze nawilża, a zimą nawet nawet regeneruje zbyt suchą skórę dłoni (w zależności jakie kto ma dłonie).

Cena: w Internecie widziałam do 18 zł

Cztery pory roku, Krem do rąk glicerynowy, nawilża i odżywia, grapefruitowy

Zakupiony w Rossmannie, aby mieć co włożyć do torebki (teraz leży w szufladzie lub na szafce). Uwielbiam jego owocowy boski zapach!

Według producenta nadaje się do każdego rodzaju skóry dłoni, szybko się wchłania (z czym się zgodzę), ma nawilżać, odżywiać, zmiękczać oraz wygładzać naskórek.

Nie ma po nim spektakularnych efektów, ale mimo to bardzo go lubię i na pewno zakupię następne opakowanie (jeśli nadal będzie dostępny).

Łatwo dostępny, o pięknym zapachu, niedrogi, szybko się wchłania.

Cena: 5-7zł

BeBeauty, green nature, odżywczy krem do rąk, skóra sucha i zniszczona

Skusiłam się na niego z powodu śmiesznie niskiej ceny (1,99). Stał wtedy przy kasach i czekając na swoją kolej zaczęłam przeglądać co tam mieli i tak trafiłam na krem do rąk i jestem pozytywnie zaskoczona.

Po pierwsze jest to krem z kodeksem eko jakości, posiada naturalne składniki roślinne jak: masło Shea, olej palmowy, eko wyciąg torfowy. Nie posiada sztucznych barwników i ma hypoalergiczną formułę (tutaj ciężko mi się wypowiedzieć, gdyż raczej do alergików na kosmetyki nie należę).

Półprzezroczyste opakowanie wielkości kobiecej dłoni idealnie nadaje się do torebki. ma ładny wygląd i opakowanie. Widzimy również ile kremu zużywamy, a muszę powiedzieć, że jest wydajny (jak na tak nieduże opakowanie). rzeczywiście jest dobry dla suchych dłoni – w mojej obecnej pracy nadaje się idealnie :) Zapach też jest na plus – lekki i przyjemny.

Po wypróbowaniu zakupiłam drugie opakowanie (na zapas), ponieważ wtedy była na niego promocja (stąd 1,99). Jak na tak tani krem do rąk u mnie sprawuje się super.

A wy jakich kremy używacie? Macie jeden czy kilka?

Tahiti – nawilżający żel pod prysznic

Witam! :)

Dziś recenzja nawilżającego żelu pod prysznic Tahiti z dziką orchideą. Produkt dostałam od belgijskich krewnych wraz ze słodyczami i kilkoma innymi drobiazgami (nawiasem mówiąc belgijska czekolada jest fantastycznie przesmaczna xD). W Internecie wyczytałam, że produkty Tahiti (od Palmolive) są dostępne jedynie na rynku francuskim i holenderskim, u nas się ich nie kupi.

Opakowanie

Choć nie jest duże, to wydajne. Zawiera 300ml i bardzo dobrze leży w dłoni, nie zdarzyło mi się żeby mi wyleciało podczas kąpieli. Jest podobno 10 wersji zapachowych, mój z dzika orchideą ma ciemno fioletowy kolor. Po bokach ma wypustki na wyciskanie ;) żelu z opakowania. Jeśli chodzi o samo dozowanie, to jest ono nietypowe – w Polsce jeszcze nie widziałam czegoś takiego. W pierwszym momencie nie wiedziałam jak to otworzyć xD Otóż musimy odciągnąć palcem klapkę u góry, a z niej poleje się żel – mnie skojarzyło się to z trąbą ;)

Zapach

Jak dla mnie zapach jest boski, szkoda tylko, że tak krótko utrzymuje się na skórze :( Podczas mycia miałam wrażenie, że przenosiłam się do jakiegoś bajecznego dzikiego ogrodu (ach ta moja wyobraźnia ;P).

Miałam jeszcze jeden (z wanilią), ale tamten jakoś nie przypadł mi do gustu – był zbyt mdły.

Konsystencja i wydajność

Konsystencja kremowo-żelowa. Szybko się pieni. I jest mega wydajny. Używałam go dłuższy czas (z przerwami) i wykorzystałam całość dopiero niedawno. Starczył mi naprawdę na długo.

Działanie

Jest to nawilżający żel do mycia i rzeczywiście nawilża, choć bez rewelacji. Zależy też od tego jaką mamy skórę. Po umyciu wystarczy jakiś lekki nawilżający balsam lub krem i skóra będzie zadowolona.

Dostępność

Niestety, jak napisałam wyżej, w Polsce go nie kupimy, a szkoda. Za granicą kosztuje około 2,50Euro. Ciężko powiedzieć ile kosztowałby u nas.

Czy polecam?

Jeśli będziecie mieć okazje go wypróbować, to pewnie. Nie wiem jak inne z zapachów,ale dzika orchidea mnie urzekła :)